Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciało. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Miłe wspomnienia, a więc o balsamie do kąpieli dla matek - Babydream.

Cześć. ;)
Dzisiaj krótko i na temat o produkcie, który zapewne każda w Was już zna, a jeśli nie to zapewne powinna poznać. :) Mianowicie mowa o balsamie dla matek firmy Babydream [dostępnej w Rossmannach.]

  


Skusiłam się na zakup w momencie kiedy poszukiwałam, czegoś delikatnego, co mogłabym przeznaczyć do codziennego mycia włosów. Szampon tej samej firmy okazał się podrażniającym i uczulającym niewypałem, a więc sięgnęłam po balsam. Pierwsze wrażenia? Piękny zapach :) Nie wiem do końca z czym mogłabym go Wam porównać, ale jest niesamowicie przyjemny dla nosa. Delikatny, nienachalny, przy stosowaniu unosi się w całej łazience, świetna sprawa. ;) Używałam go na dwa sposoby, po pierwsze właśnie jako szampon, a po drugie jako balsam do kąpieli czyli zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem. W roli pierwszej nie spisał się tak dobrze jakbym chciała, a więc po kilku użyciach jednak pożegnałam się z nadzieją o odnalezieniu szamponu idealnego. Natomiast.. i tutaj wielki plus, jest cuudowny jeśli chodzi o kąpiel. W momencie, kiedy dodamy go do wody nie musimy się już martwić o przesuszenie skóry. Jest ona piękne nawilżona i jeśli ktoś tak samo "uwielbia" bawić się balsamami jak ja to powinien być zadowolony, bowiem po zastosowaniu tego produktu nie musiałam już sięgać po żaden dodatkowy nawilżacz.  Jeśli chodzi o jego wydajność to jest ona uzależniona od sposobu w jaki go spożytkujemy. Wiadomo, do wanny trafia nieco więcej niż na gąbkę, ale myślę, że nie jest źle. Ma dużą pojemność - 500 ml, kosztuje coś ok. 10 zł.

W każdym razie ja go serdecznie polecam. ;) to moja pierwsza wykończona buteleczka, ale myślę, że spotkamy się jeszcze nie raz. Może u którejś z Was sprawdzi się w roli szamponu?

Dla zainteresowanych dodaję skład :


                                                                 
                                                                                               Pozdrawiam!

piątek, 28 lutego 2014

Legendarna Nivea - czy zawsze tak niezawodna?

Cześć kochani. :)
Dzisiaj przychodzę do Was z krótką recenzją produktu, który początkowo mnie oczarował ostatecznie jednak okazując się totalnym niewypałem, mowa o mleczku odżywczym firmy Nivea. 



Jest to mleczko o którym zapewne każda z Was miała okazję usłyszeć. Prawdę mówiąc do samej firmy podchodzę z dość dużą rezerwą, bowiem mam dziwne wrażenie, iż jakość tworzonych przez nią produktów waha się gdzieś pomiędzy "świetne", a "beznadziejne". Pierwszym zimnym prysznicem był, o ile dobrze pamiętam szampon do włosów zniszczonych (nie wiem czy nadal produkowany, jeśli nie to chyba nawet lepiej) po którym myłam włosy trzy razy, a jak z wyglądała moja przygoda z mleczkiem?

Opakowanie :
Jak widać powyżej. :) Ładne, ciemnoniebieskie, estetyczne, z drogeryjnej półki niemal się uśmiecha szepcząc "kup mnie". Posiadam wersję o pojemności 400 ml, ale z tego, co mi wiadomo można także zakupić opcję mniejszą - 250 ml. Otwieranie nie sprawia większego problemu, mleczko raczej się nam nie wyleje, więc tutaj można powiedzieć, iż jest ok.
Cena :
Za duże opakowanie zapłacimy coś w granicach 20 zł [swoje kupiłam na promocji związanej ze zmianą opakowania i upolowałam je za 12, a więc bardzo okazyjnie. ;) ] Opakowanie mniejsze w cenie regularnej wyniesie nas około 14 zł.
Konsystencja : 
Tutaj producent nie kłamie ani trochę, gdyż jest to ewidentnie mleczko. Treściwe, stosunkowo gęste, ale wciąż mleczko, nie wiem czy fotografia uchwyciła to dostatecznie dobrze, ale wygląda mniej więcej tak
 :


Zapach : 
Na pewno wszyscy kojarzą charakterystyczny zapach Nivei, to mleczko pachnie dokładnie tak samo jak np krem, i o ile dla mnie to plus, gdyż uważam ten zapach za neutralny to wiem, że nie dla każdego tak jest.
Działanie :
Dotarliśmy do punktu najważniejszego i rozstrzygającego o wszystkim. ;) Produkt jest przeznaczony do skóry suchej i bardzo suchej, jego głównym zadaniem jest odżywić skórę i odpowiednio dobrze ją nawilżyć. Ma mu pomóc w tym zawarty w składzie olejek migdałowy. Rzeczywiście można go tam znaleźć, ale niestety dalej niż parafinę czy glicerynę oraz całe stado innych okropnych składników ropopochodnych na których niestety nie znam się dostatecznie dobrze by móc się wymądrzać.

Dla osób zainteresowanych dokładnym składem.

Miałam nadzieję, że jego zła reputacja stworzona właśnie w oparciu o ten skład okaże się nieprawdą, ale muszę niestety dołączyć do grona tych, którzy stawiają Nivei sporego minusa. Używałam tego produktu dosyć długo, kilka miesięcy, gdyż obiecałam sobie, że zużyję go podczas jesieni i zimny. Na lato nie nadaje się zupełnie ze względu na konsystencję i wiedziałam, że jeśli nie będę po niego sięgać teraz to ostatecznie będę musiała wyrzucić niemal całą buteleczkę, czego nie cierpię robić, gdyż to marnotrawstwo moich własnych pieniążków. W okresie smarowania się tym mleczkiem zapomniałam o jego składzie chcąc po prostu go wykorzystać i ocalić moją skórę przez okrutnym działaniem mrozów. Na nogach i rękach sprawdzał się całkiem nieźle, zarówno kolana jak i łokcie były w porządku, nie mogłam narzekać. Skóra nawilżona, miękka, jedyne, co mogłam mu zarzucić to długie wchłanianie się. Któregoś pięknego wieczoru coś mnie podkusiło aby posmarować także dekolt i okolice szyi, dołączając brzuch, w końcu ciało to ciało, a nie tylko nogi i ręce. To był błąd! Wielki błąd. W dniu następnym przywitał mnie wielki wysp maleńkich krostek pokrywających wszystkie części na które nałożyłam mleczko. Leczyłam się dosyć długo i powiem Wam szczerze, iż to skutecznie odstraszyło mnie od dalszych eksperymentów. Co z nim zrobię? Nie wiem, pozostają standardowo łokcie i kolana, ale została mi jeszcze ok. 1/4 opakowania, więc około 100 ml. :(. Tak jak kocham odżywkę long repair tak tego mleczka nienawidzę i na pewno nie polecę go nikomu. :( Jakiś diabełek szepnął mi bym skupiła się na promocję, bo tanio, bo dużo i bo nawilżenie to mam za swoje. Żadne HYDRA IQ mu nie pomoże. ;) Dostaje ode mnie 3/10 i to tylko za zapach i niewysuszanie łokci i kolan. Macie równie bolesne wspomnienia?



Ps :
Czy ktoś kojarzy sklep medyczno-zielarski w Chorzowie na ulicy Kaliny? Podobno współpracuje ze stronką ZSK i muszę to koniecznie sprawdzić. :))

Miłego dnia Wam życzę kochane, u mnie słoneczko świeci, więc szykuję się na spacer. ;))